Myśli kobiety dojrzałej
baw60.blog.interia.pl
Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
105055
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
6348
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
107
Archiwum
Rok 2015
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2014
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
4279
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
21103
Kartki z pamiętnika.
Widziałam zimy cień... czwartek, 19 marzec 2015, 13:28
Przebyliśmy sześćset kilometrów wiosną i...zaskoczyła nas prawdziwa zima!

To widok z okna. Co wieczór pruszył śnieg, a wszystko wybielone, popudrowane, zdawało się być bajką.

Stok gryglówka, przyjazny, bezpieczny.

Gościnna Gryglówka służy wszystkim: jedzeniem, spaniem, wypożyczeniem sprzętu i nauką.

Wokół krążyły kolorowe kanapy, pomarańczowe, niebieskie...Kusiły narciarzy.

Przez kilka dni wszystko było zasnute mgłą, co sprawiało, że krajobraz zdawał się zaczarowany.

A teraz, leżę i odchorowuję te długie zimowe spacery wiosną.
A co przed nami? niedziela, 08 marzec 2015, 15:48

Szykujemy się do wyjazdu w góry. KM na narty, ja na spacery. Wrócę, opowiem…
Wspomnienia z ferii. niedziela, 08 marzec 2015, 15:39

Wróciliśmy z Jastrzębiej Góry, już kilka tygodni pracujemy i szykujemy się, psychicznie, do kolejnego wyjazdu.
W Jastrzębiej Górze spędziliśmy tydzień ferii zimowych. Z dziećmi i wnuczką tworzyliśmy dwunastoosobową silną wielopokoleniową grupę. Wnuczka miała troje przyjaciół do zabaw, kąpieli i spacerów, córka i zięć dwie zaprzyjaźnione pary rówieśników, my z KM byliśmy trochę ponad tym, sami sobie dobieraliśmy towarzystwo. Dużo byliśmy z córką, mniej z wnuczką, bo niestety ciągle była zajęta! Grupa rówieśnicza – to siła!
Hotel był idealnie przystosowany do dzieci! One tu były najważniejsze, ale i my korzystaliśmy ze zgromadzonego tu luksusu: basen, jacuzzi, sauny, salon gier, kawiarenka, nocny klub no i do tego trzy posiłki w bardzo obficie zaopatrzonej w smakołyki jadalni.
Wszystko układało się wzorowo, zapowiadał się atrakcyjny tydzień pełen czynnego wypoczynku. Ale… już drugiego dnia wszystko się zmieniło!!!
Były to ostatnie dni karnawału, więc postanowiliśmy, wszyscy dorośli, skorzystać z tego co proponował nam nocny klub: nauka tańca, dyskoteka i drink bar. Wszyscy bawiliśmy się wesoło, drobny alkohol rozweselił dziewczyny i ich mężów, byliśmy sami na parkiecie, to nam dodawało rozmachu i wigoru. Żegnany przez nas disc jockey machał do nas radośnie, a my wijąc się jak wąż, opuszczaliśmy parkiet. I stało się! Córka tańcząc machnęła jakoś nieszczęśliwie nogą i okropny ból prawie zwalił ją z nóg. No i się zaczęło…
Następny ranek - szpital, noga w gipsie, cała! Naderwane więzadła i zwichnięcie kolana, a do tego w całym tym zamieszaniu uciekł córce z pokoju kot!
Wnuczka żałośnie chlipała, chodziła dwa dni z podkrążonymi oczami, cały wielki hotel szukał kota! Personel hotelowy, goście, pracownicy recepcji, konserwatorzy, ci ostatni zaangażowali się bardzo i myślę, że ich znajomość budynków pomogła kotu odnaleźć drogę do swego pokoju. Wnuczka z koleżanką namalowały plakaty i rozwiesiły we wszystkich miejscach wielkiego hoteliska, nawet w pobliskim sklepie. Po dwóch dniach, nocą kot się znalazł, ale noga w gipsie jest do dziś!
Pomimo tego splotu przykrości wyjazd był udany!!! Byliśmy razem i wspieraliśmy kuśtykającą córkę i zapłakaną wnuczkę.
Mobilizacja... sobota, 28 luty 2015, 13:10

Potrzebny mi zastrzyk adrenaliny! Muszę pisać, pisać, pisać! Nie zwracać uwagi na usterki mojego bloga! Słowo pisane ukazuje się poprawnie, reszta przecież jest mniej ważna!!!
Ciągle wspominam... wtorek, 24 luty 2015, 21:16

Wracam do wspomnień!
Jeszcze w listopadzie wraz z przyjaciółmi
zaplanowaliśmy sylwestrowo-noworoczny weekend nad morzem w Poddębiu. Znajomi już tam bywali, chwalili to miejsce, więc nie trzeba było nas długo namawiać. Wyjechaliśmy już w przeddzień sylwestrowej nocy, by się dobrze poczuć w obcym miejscu. Hotelik do którego jechaliśmy świadczył usługi rehabilitacyjne i to było dla nas plusem.
Na miejscu wszystko nas mile zaskakiwało. Nigdy nie byliśmy w tej miejscowości, a zimą tu tak cichutko, że słychać było szum fal z daleka. Życie tu jakby zamarło, ale to pozory, a Bałtyk i o tej porze roku, jak zawsze – piękny!
Ośrodek wygodny, gospodarz i pracownicy bardzo mili, uczynni; jedzenie domowe, smaczne i obficie serwowane; pokoje wygodne, przestrzenne, przygotowane dla niepełnosprawnych, wszystko tak jak trzeba. Jedynym utrudnieniem tego miejsca jest klifowy brzeg i żeby zejść nad morze trzeba pokonać około sześćdziesiąt schodów. W tej maleńkiej miejscowości są aż trzy zejścia na plażę: wygodne z barierkami, poruszanie się po nich nie sprawiało problemu.
By godnie przywitać 2015 rok odbyliśmy długi spacer po plaży i zaliczyliśmy zabiegi na kolana. Do tańców byliśmy przygotowani! A…ale jeszcze stroje! Trzeba było się elegancko ubrać i starannie pomalować. Tu KM był szczęśliwy, że makijażu nie musi posiadać i już z kolegami żegnał stary rok.
Zabawa (bal, byłoby to zbyt pretensjonalne określenie) rozpoczęła się o dwudziestej. Elegancka kolacja, obfity bufet i orkiestra „Piraci” wszystko to sprawiało, że bawiliśmy się szampańsko. Wszyscy, a było nas dwanaścioro! W zabawie uczestniczyło więcej niż sto osób i przeważali ludzie dojrzali, (niektórzy mocno dojrzali), może dlatego czuliśmy się swobodnie? Orkiestra grała znane nam przeboje, tańcom i wygłupiankom nie było końca.
O północy wszyscy chętni goście zeszli na plażę, towarzyszyły nam osoby z pochodniami, a czekało na nas ogromne ognisko, szampan i fajerwerki. Pierwszy raz w życiu składaliśmy sobie życzenia noworoczne na plaży! Widziałam, ze moje przyjaciółki miały łzy w oczach, a może doskonały makijaż sprawiał, że oczy mocno błyszczały? Wróciliśmy na salę i bawiliśmy się jeszcze długo, długo.
W Nowy Rok – długi wypoczynek, a wieczorem kolacja z dyskoteką, ale nogi chwilami odmawiały posłuszeństwa, zmęczenie materiału.
Drugi dzień roku 2015 mijał nam spokojnie: spacery nad bardzo wzburzonym morzem, kolejne zabiegi pielęgnacyjne, smaczne posiłki. I chciałoby się, aby taki był cały rok! Niestety…
Niestety…po godzinie siedemnastej otrzymaliśmy tragiczną wiadomość, że nagle, parę minut temu zmarł mąż mojej najmłodszej siostry! Nie mogliśmy uwierzyć w tę tragedię! Drugi dzień świąt spędziliśmy razem; czuł się świetnie, cały czas żartował, śmiał się z wszystkiego i do wszystkich!
A tu taka straszna wiadomość: trochę gorzej się poczuł, położył się na chwilę na kanapie i…już się więcej nie obudził! Byliśmy w szoku! Nie spaliśmy całą noc; to okropne tak nagle stracić kogoś bliskiego!
Nowy 2015 rok zaczął się w naszej rodzinie tragicznie!
Ciągłe kłopoty z pisaniem. wtorek, 10 luty 2015, 20:17

Ciągłe kłopoty z laptopem sprawiają, że tkwię z opowieściami we wspomnieniach!
A tu przede mną atrakcyjny wyjazd w ferie z wnuczką, jej rodzicami , no i z KM.
Przez te komputerowe fanaberie nie mogę nadążyć!!!
Zdjęcie oddaje mój nastrój!
Dalszy ciąg wspomnień. wtorek, 10 luty 2015, 19:46

Wspomnień ciąg dalszy.
Pierwszy dzień świąt rozpoczęliśmy uroczystym śniadaniem, a potem wyjechaliśmy do kościołów, by modlić się i podziwiać szopki. Pogoda nas nie rozpieszczała, wiało, lało, z godziny na godzinę robiło się zimniej, zaczął padać śnieg z deszczem. Spacer po pięknie przystrojonym Starym Mieście był niemożliwy. Wielka szkoda!
Wróciliśmy do cieplutkiego domu i bawiliśmy się w grę planszową, która spośród nas miała wybrać milionera. Wnuczka śmiała się, emocje chwilami sięgały szczytu, wygrał dziadek. Mój KM został milionerem, to też powód do radości!
W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia wyruszyliśmy do domu. Po południu wybraliśmy się do mojej najmłodszej siostry i jej męża. Było radośnie, musieliśmy spróbować wszystkich potraw , które przygotowali gospodarze, a żartom mojego szwagra nie było końca! Obsypywał mnie komplementami i żegnał się ze mną wyjątkowo serdecznie! Było to 28 grudnia, a 2 stycznia już nie żył! Czy mąż siostry czuł, że to nasze ostatnie spotkanie?
Jakie to tragicznie smutne, bardzo smutne, żal ściska gardło…
Wspomnienia, wigilijny wieczór. wtorek, 27 styczeń 2015, 21:54

Czas przed Bożym Narodzeniem to dla nas okres wzmożonej pracy. Zakupy potrzebnych produktów, prezentów robimy zawsze dużo wcześniej. Jednak jest sporo rzeczy, które trzeba zrobić na ostatnią chwilę.
Wigilię i pierwszy dzień świąt planowaliśmy spędzić u córki, więc obowiązków miałam niewiele. Sporządzałam na Wigilię ryby w galarecie: karpia i dorsza, kapustę z grzybami,
a na świąteczny obiad zrazy wołowe i buraczki.
Ryby prezentowały się znakomicie! Filety ułożone na białych, głębszych półmiskach zalane galaretą zdobiły gwiazdki z marchwi, wyglądało to smakowicie.
Resztę potraw sporządzała córka, pomagał jej mąż i ośmioletnia latorośl.
Po pracy, około szesnastej godziny wyruszyliśmy do wielkiego miasta na Wigilię.
Naszym jedynym zmartwieniem było, jak przenieść pod choinkę prezenty? Wnuczka, pomimo przeróżnych informacji rówieśników, wciąż wierzy w świętego Mikołaja! Pomysłowość rodziców wnuczki poradziła sobie z tym fantem. Zanieśli wielki wór z prezentami do sąsiada, a on o wyznaczonej godzinie miał zadzwonić do drzwi.
Odświętnie ubrani spotkaliśmy się przy stole, by dzielić się opłatkiem i życzyć sobie samych cudowności. Po wspólnej modlitwie rozpoczęliśmy świętowanie.
Stół był pięknie nakryty, a białe anioły i zapalone białe świece czuwały nad porządkiem, kolorowe postne potrawy apetycznie kokosiły się na białych półmiskach, a nie zajęte krzesło i dodatkowe nakrycie, przypominało o tradycji.
Po kolacji śpiewaliśmy kolędy, uruchomiliśmy karaoke i można było wszystkie zwrotki najpiękniejszych kolęd. Śpiewaliśmy głośno i radośnie, a kot cicho mruczał ocierając się o nas.
Nagle zadzwonił dzwonek! Zięć podbiegł do drzwi i zanim wnuczka skojarzyła co się dzieje, miał już wieeelki wór na plecach! Ileż było radości! Ośmiolatka chwilami wchodziła do środka ogromnego worka i rozdawała prezenty.
Byliśmy pewnie bardzo grzeczni, bo św. Mikołaj przyniósł nam ciekawe książki, audiobook, bo lubimy słuchać jadąc samochodem, ręczniki cieniutkie, leciutkie, specjalne na basen, a ja dostałam tez ładny, siwo-granatowy sweterek, KM eleganckie rękawiczki.
Do późnego wieczora siedzieliśmy przy stole pijąc kawę, zajadając makowce, serniki, pierniki, orzechowe ciasteczka i inne smakołyki. Rozmawialiśmy, wspominaliśmy, cieszyliśmy się sobą.
A to działo się w grudniu... niedziela, 25 styczeń 2015, 20:41

A co się działo u mnie 6 grudnia?
Mikołajkowo zaprosiłam swoich najbliższych. Było nas dwanaścioro. Dwoje naszych dzieci ze współmałżonkami, ich dzieci, czyli naszych troje wnucząt, moja siostra, siostra KM, zaprzyjaźniony z KM kolega i my dwoje. Zanosiło się na rodzinny wieczór pełen wspomnień, opowieści i anegdot.
Tak było, dopóki siostry i kolega nie przerzucili się na…politykę! Szkoda!
Cuda w moim blogu! sobota, 24 styczeń 2015, 14:18
Zginął mi kolor i jesienny obrazek. Prosiłam o pomoc wnuczkę, jedno naprawiła, drugie zepsuła! Może dam radę?


Zobacz serwisy INTERIA.PL