baw60
Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
102469
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
6172
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
107
Archiwum
Rok 2014
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
3908
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
16954
Kartki z pamiętnika.
A co za mną? środa, 01 październik 2014, 21:07

Dwa tygodnie przerwy w pisaniu. Co za mną?
W niedzielę były imieniny wnuka. Byliśmy u nich na kawie. Było bardzo miło. Myślę, że wnuk wraca na prostą, ma sukcesy sportowe, a sport uszlachetnia, uczy dyscypliny i wytrwałości, myślę, że to zaowocuje.
W niedzielę z zapartym tchem oglądałam finał Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej. Wygraliśmy z Brazylią 3:1 !!! Jesteśmy Mistrzami Świata!!! Ze łzami szczęścia słuchałam Mazurka Dąbrowskiego towarzyszącego siatkarzom przed wręczaniem pucharu!
Ostatni weekend gościłam kuzynostwo ze Szczecina. Postanowiłam urozmaicić im pobyt u nas rodzinnymi spotkaniami. Pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka, by odwiedzić wspólnego kuzyna, który mieszka z córką i jej rodziną. Żal ściska serce, gdy patrzę na osiemdziesięcioparolatka bez nogi, po udarze, na wózku, który jeszcze kilka lat temu pracował w ogrodzie, w sadzie rwał czereśnie, a wnuków w każdej chwili był w stanie „położyć na łopatki”. Cierpi on i cała rodzina z którą mieszka. A wokół niego wszyscy najbliżsi: dzieci, wnuki i pierwszy czterotygodniowy prawnuk, tyle szczęścia naraz, a on posępny, bez uśmiechu, wszystko rozumie, ale nic go nie cieszy! Pochylam się z szacunkiem nad taką starością. Żal. Żal.
Wieczorem zorganizowałam spotkanie mojego rodzeństwa z przyjezdnymi gośćmi. Byli prawie wszyscy, a najbardziej cenię sobie, ze zaproszenie przyjęła moja bratowa, która nie odwiedzała mnie od sześciu lat (powody tego niebywania u mnie są mi nieznane). Sprawiła mi tyle radości swą obecnością!!! Myślę, że to był pierwszy krok do zapomnienia o wydumanych urazach i żalach. Było bardzo miło i wesoło, siedzieliśmy razem do późnych godzin nocnych. Czułam, jak wielki ciężar spadł mi z serca, poczułam się lżejsza, szczęśliwsza.
A u mnie wrzosowo! sobota, 20 wrzesień 2014, 11:45

A u mnie wrzosowo! Słonecznie, bajecznie!!!
Już normalnie. niedziela, 14 wrzesień 2014, 13:45

Po prawie tygodniowym leniuchowaniu przeziębienie mija. Dziś byłam na spacerze, jest tak cudownie! Żal przesiadywać w domu, myślę, że to już koniec przymusowego więzienia. Jutro praca!
Dzięki pobytowi w domu nadgoniłam czytanie, pranie, gotowanie, trochę pohasałam w Internecie, bo kobieta nawet przeziębiona nie uleży, nie usiedzi spokojnie!!!
A co czytam? „Morfinę” Szczepana Twardocha. Książka budzi kontrowersje, jest naprawdę inna, mnie się czyta bardzo dobrze. Prawie kończę.
Cieszę się, ze mam w sobie chęć działania!
To znaczy, jestem znowu sobą!!!
Urodziny. piątek, 12 wrzesień 2014, 10:38

W poprzedni piątek po pracy pojechaliśmy do córki, by pomóc w przygotowaniach urodzinowego przyjęcia naszej ośmioletniej wnuczki.
Wszystko było już przemyślane, popieczone, ugotowane, pokrojone, córka zostawiła mi tylko drobne rzeczy do zrobienia, a KM zaangażowała do ostatnich zakupów.
Impreza w domu udała się super! Było nas piętnaścioro, w tym pięcioro dzieci. Dopisywała pogoda, więc dzieci szybko przeniosły się do ogrodu, dorośli po chwili też.
Jubilatka była tak wzruszona, że w chwili zdmuchiwania świeczek, miała łzy w oczach. Jestem pewna, ze to były łzy szczęścia.
Jeszcze chwilkę o wakacjach. wtorek, 09 wrzesień 2014, 19:52

Najmłodsza, już od niedzieli ośmioletnia, wnuczka spędziła ostatni tydzień wakacji z nami. Niestety, prawie jesienna pogoda ograniczała atrakcje, jakie można było dziecku oferować.
Poza tym cały dzień byliśmy poza domem, w pracy. Dziecko znosiło to dzielnie, bawiąc się swoimi "petszopami", chodziłyśmy w miejscu pracy na place zabaw, a w parku grałyśmy w warcaby, a KM pracował... 
Po obiedzie, po powrocie do domu, po osiemnastej spacerowaliśmy, obserwując jak dzieje się wiele wokół nas.

Wnuczka uwielbiała karmić kaczki, robiła to tak apetycznie, że na ławce obok przysiadł się samotny człowiek i też po chwili rozłożył swoje gazety i jedzonko, i patrząc na małą pałaszował swą kolację z apetytem.Odnosiłam wrażenie, że nie chce jeść sam, a radość sprawia mu widok łakomych kaczek i małej dziewczynki.

Wiele radości sprawiło nam auto ryczące jak krowa i sprzedające lody! Widziałyśmy i słyszałyśmy to pierwszy raz, śmiałyśmy się za każdym ryknięciem krowy.

Dzieci uwielbiają też takie "zwykłe" wakacje. Wnuczka, KM i ja, wszyscy byliśmy przez tydzień bardzo szczęśliwi.
Ostatni dzień wakacji. niedziela, 07 wrzesień 2014, 14:27

Ostatnie dni sierpnia spędziliśmy w Dziwnówku. Byliśmy tam, by odwiedzić przyjaciela w sanatorium.

Pesjonat sanatoryjny ładny, zadbany, podobało nam się.
Czas spędzony z przyjaciółmi, bezcenny.
Ale czuć było schyłek lata, kończyło się coś, co wróci dopiero za rok.
 
Ratownicy "zwijali plażę".

Pies znużony kroczył brzegiem morza, też koniec czegoś co mija...

Samotna postać wpatrywała się w morze, tęskniła, marzyła, czekała?

A morze wciąż piękne, ale nie takie samo.
A lato ucieka... środa, 03 wrzesień 2014, 18:47


Jak ująć w słowa i maleńkie zdjęcia urok lata? Przeżycia związane z pobytem w nowych ,a także w dobrze mi znanych miejscach? Zachwyt nad topiącym się w morzu słońcem? Jak wyrazić błogość chwili, gdy czytałam, a morze cichutko szumiało, zagłuszając wszystko wokół, byłam tylko ja i moja wyobraźnia wsparta tekstem?
Ach, szkoda mijającego lata…








A tak we wsi Chłopy opisane są kolejne posesje! Historia tego miejsca jest wzruszająca.
Rodzinny pobyt w Trójmieście, Gdynia. wtorek, 26 sierpień 2014, 20:01

Nie mogę pominąć, we wspomnieniach z wakacji, swego pobytu w Gdyni! Pewnie byłam tu pierwszy raz. (Chociaż może kiedyś w dzieciństwie? Nie pamiętam!)

Bardzo podobał mi się Skwer Kościuszki Wielka przestrzeń! Tyle miejsc do spacerów!



Podziwiałam zakotwiczone żaglowce.

Zwiedziliśmy też Akwarium Gdyńskie. Tu spędziliśmy najwięcej czasu.

Podziwiałam najwyższy budynek w Gdyni, Sea Towers ,( Wieża Morska), jest imponująca.
Trójpokoleniowy wyjazd do Trójmiasta, Gdańsk. wtorek, 19 sierpień 2014, 20:23

Kolejny dzień poświęciliśmy na zwiedzanie muzeów, na spacer po Długim Targu, na pobyt w Kościele Mariackim. Postanowiliśmy cały dzień cieszyć się wielkością Gdańska!
Oto efekty naszych spacerów.

Muzeum Narodowe – byłam pod wrażeniem Tryptyku Sąd Ostateczny Hansa Hemlinga ( 1430-
1494)!

Muzeum Morskie. W tym miejscu najbardziej zainteresowane osoby to siedmiolatka i jej dziadek. Na zdjęciu widok sprzed Muzeum Morskiego. Też interesujący.

Muzeum Zabawek. Tu córka opowiadała swemu dziecku i bratanicy czym to bawiła się w dzieciństwie!

Kościół Mariacki. Piękno i cisza!

Długi Targ. Wiele pięknych miejsc, gwarno, światowo!

A na Piwnej...
Trójpokoleniowy wyjazd do Trójmiasta. niedziela, 17 sierpień 2014, 17:08

Coraz chłodniejsze dni lata przypominają, że niedługo koniec wakacji.
Czas na retrospekcje.
A więc, koniec czerwca, trójpokoleniowy wyjazd do Trójmiasta!
Dwie wnuczki, córka z mężem i my, rodzice tejże pary i dziadkowie dziewczynek zarazem, to nasz zespół.
Zamieszkaliśmy w Sopocie, niedaleko hipodromu.
Postanowiliśmy wiele zwiedzić. Starsza wnuczka, trzynastolatka nigdy nie była w Trójmieście, mała, siedmiolatka też nie. A ja, nigdy nie byłam w Gdyni, a Skwer Kościuszki znany był mi tylko z telewizji.
Pierwszy dzień przeznaczyliśmy na spacer promenadą Gdańsk - Sopot, aż po molo, a rybę na kolację zjedliśmy na Przystani.

W czerwcowy poranek rześki i słoneczny pobiegłam z kijkami promenadą, byłam szczęśliwa, czułam się młodo i wydawało mi się, że świat leży u moich stóp.
Potem z całą rodziną wyruszyliśmy na plażę, siedząc na leżaku czytałam książkę (opowiadania K. Grocholi „Zagubione niebo”, lekka lektura, wakacyjna). Pozostali zajmowali się sobą, byłam w siódmym niebie! Ale…Zawsze takowe musi być! Opaliłam się zbyt mocno i…wieczorem czułam skutki swej lekkomyślności.
Po południu spacerowaliśmy po Monciaku; kościół, krzywy domek, a na końcu lody w niebieskim pudlu.


Zobacz serwisy INTERIA.PL